Blog kulinarny „Klapsa czy konferencja?”: „Latający talerz”, czyli o tym jak jeść rybę i być najedzonym.

Wpis

13. 09. 2010, Magdalena

„Latający talerz”, czyli o tym jak jeść rybę i być najedzonym.

Na zdjęciu zgrabna rączka Moniki Powalisz

No i koniec wakacji. Jakoś tak wyszło, że niewiele gotowałam przez lato, a też chciałam sobie odpocząć od komputera i przestałam pisać cokolwiek na naszym blogu. Przyszedł czas jednak żeby wreszcie nadrobić zaległości! A jest co nadrabiać bo o wakacjach w słonecznej Italii i ich kulinarnym aspekcie czuję się w obowiązku także wspomnieć.

O tym jednak poźniej bo mam do opisania kulinarną przygodę jeszcze z czerwca. Myślę że słowo przygoda (dodałabym tu jeszcze hedonistyczna) dobrze opisuje Rybne czwartki z Latajacym Talerzem serwowane przez naszego kolegę Krzyśka Kwapińskiego. Latający Talerz wpisuje się idealnie w nurt tzw “supper clubs” bardzo modnych na Wyspach Brytyjskich czy w USA. Idea jest prosta. Gospodarz (lub gospodarze) przyjmuje gości we własnym domu, sam przygotowuje posiłki, pobiera przy tym konkurencyjną w stosunku do regularnej restauracji opłatę. Mamy w Polsce także kilka podobnych przedsięwzięć. Latający talerz wyróżnia się jednak na tym tle bardzo ściśle sprofilowanym menu skoncentrowanym na rybach i owocach morza. W związku z tym że do naszego pięknego kraju rybki przylatują samolotami we środy, Krzyś organizuje “Rybne Czwartki”. Należy więc zapisać się z kilkudniowym wyprzedzeniem i opłacić składkę, która potwierdza rezerwację. Dobrze jest przyjść z kilkoma znajomymi, chociaż ciekawym urozmaiceniem może być też kolacja z zupełnie przypadkowymi osobami przy jednym stole w niewielkim acz uroczym mieszkanku na Saskiej Kępie. My wybraliśmy się tam silną grupą ośmioosobową. Gospodarz powitał nas podkrecającym soki trawienne, wyśmienitym Proseco. Kolacja rozpoczęła się ok godz 21. Na początek wjechały na stół ceviche z barramundi – boskie. Drugą przystawkę stanowiła “Wykwintna zupa z omółków” – doprawdy wykwintna, a dalej pozwolicie że polecę listą dań bo opisać każde nie sposób. Były więc potrawy takie jak:

Krewetki black tiger z grilla węglowego
Sardynki z czosnkiem i chili z rusztu
Ragout z homara i warzyw
Grillowany labraks czyli okoń morski z szałwią
Pieczone ziemniaki z rozmarynem
Wybór sałat
Młode zielone szparagi z pieca konwekcyjno-parowego w sosie z pomarańczy
Waniliowa panna cotta z owocowym musem
Tort dla Elizy

Sami widzicie że oferta jest hedonistyczna i nie ma w tym cienia przesady. Wszystko najwyższej jakosci!!! Dodam że gospodarz posiada wybór doskonałych win z całego świata (płatne extra na butelki). Szczegółowe info znajdziecie TU. Myślę że nie muszę już dłużej nikogo zachęcać. My też już niedługo planujemy powtórkę.

PS: Na zdjęciu powabna rączka pewnej pisarki.

Słowa–klucze:

Komentarze

Twój komentarz

Praktyczna piękna unikalna torba nie tylko na zakupy

Książka „Klapsa czy konferencja?”

Klapsa czy konferencja?

Nasza książka jest zupełnie inna niż wszystkie. Oprócz wielu wypróbowanych przepisów i wyjątkowego designu, dwóch kolorów okładki, ma ciekawą formę pamiętnika.

Każdy rozdział zaczyna sie od zabawnej historyjki z życia głownej bohaterki, która to urządza parapetówkę, leczy kaca, zaprasza rodziców na obiad i tak dalej. Opowieści te łączą sie z różnymi daniami, które to serwuje sobie i swoim najbliższym ta urocza osoba.

Co my tu z zresztą będziemy o tym opowiadać, to trzeba przeczytać!

Na zachęte obejrzyjcie sobie z bliska kilka stron.

Pokaż fragment książki

Kontakt