Blog kulinarny „Klapsa czy konferencja?”: Ser, wino i pigwa

Wpis

07. 11. 2011, Paulina

Ser, wino i pigwa

Ostatnio przyszła do mnie refleksja, że jednym z największych osiagnięć ludzkości jest wytrącenie kazeiny z mleka i wyprodukowanie sera. O pasterze mezopotamscy, którzy pierwsi wlaliście mleko do bukłaka z żołądka owcy, nawet przez myśl wam nie przeszło jak wielkie znaczenie dla ludzkości miał ten prosty gest. Dziś znamy około 4000 gatunków sera, do jego produckji używa się głównie mleka krowiego, bawolego, koziego, owczego, poddaje się go przeróżnym dziwnym procesom, dojrzewa w sianie, w jaskiniach, w popiele, nie dojrzewa wcale, je się go z robakami i z pleśnią.
I nie da się ukryć, że jest to jeden z najbardziej lubianych produktów żywnościowych. Podobno to ta wyjątkowa kombinacja słoności i tłustawej konsystencji sprawia, że tak lubimy jeść ser. Wiem, wiem zaraz podniosą sie głosy protestu, że krowie mleko to zło, że tłuszcz zwierzęcy jeszcze gorszy i wogóle to niezdrowe i tuczące. Sama przechodziłam kiedyś okres niejedzenia produktów mlecznych (dieta 5 przemian) i ok, rozumiem to, ale przeszło mi i ser jest bardzo ważnym elementem mojego jadłospisu.
Ale potem pojawiła się następna refleksja (aura sprzyja refleksjom), że być może największym osiagnięciem, wręcz mistycznym było sfermentowanie soku z winogron i stworzenie wyjątkowego napoju jakim jest wino. Tajemnica, romantyzm i splendor przychodzą mi na myśl kiedy odwiedzam jakąś winnice albo zaglądam do dobrego sklepu z winami. Destylowany alkohol owszem szanuje, wręcz mam respekt, ale wybaczcie. Dobry bimber może zrobić każdy. Wino to wyższa szkoła jazdy.
W każdym razie oddawałam się tym refleksjom i przyszło do nas pewne bardzo miłe zaproszenie, mianowicie firma Jacob’s Creek zaprosiła nas, jako wyjątkowe bloggerki na warsztat smaku z Karolem Okrasą, na którym gotowałyśmy i uczyłyśmy się trudnej sztuki dobierania win do potraw. Było świetnie, Karol przygotował świetne risotto z pęczaku, epickie wręcz puree z marchewki, wino się lało, dowcip się perlił, patelnie skwierczały. Wiedza naszego pana sommeliera była ogromna, próbowałyśmy zapamiętać jak najwięcej, ja się chyba jednak za bardzo skupilam na tym, że wolę Sauvignon Blanc od Chardonnay, chociaż zawsze mi się wydawało że lubię Chardonnay. W każdym razie do pierogów z kapustą możemy podać z pewnością szampana i to się liczy! Czy to nie świetny pomysł na concept bar – pierogi z kapustą i szampan?
A co w tym zacnym towarzystwie robi pigwa? Pigwa to duży owoc wyglądający jak coś pomiędzy gruszką a jabłkiem. Mylony u nas jakże nagminnie z pigwowcem, który ma owoce mniejsze, bardziej aromatyczne i rośnie na krzakach. Pigwowieć świetnie się nadaje na nalewkę – popularną i lubianą pigwówkę. Z pigwy można robić konfitury, czatneje i membrillo.
Membrillo to ciemnoczerwona galaretkowata pasta, którą hiszpanie tradycyjnie jedzą z …owczym serem Manchego (!). Wszystkie puzzle zaczynają do siebie pasować!
Więc wracając do wydarzeń z ostatniego tygodnia moja mama obdarowała mnie sporą ilością pigwy – miał być to pigwowiec na nalewke. Podumałam nad tą pigwą, pogooglałam i przypomniałam sobie tę ciemnoczerwoną pastę którą jadłam kiedyś do sera w północnej Hiszpani. Przy okazji przypomniałam sobie jakiegoś młodocianego gourmandzistę który zajadał kanapki z żółtym serem i dżemem wieloowocowym na koloniach w Posejnelach. Jakież to mi się wydawało ohydne gdy miałam lat 9.
Membrillo przygotowuje się banalnie prosto, zajmuję to tylko dość dużo czasu. Więc jeśli macie jakieś pół dnia, pigwę i garnek to do dzieła. Pigwę Aśka widziała ostatnio na Wolumenie.

Będę podawać tu ogólne ilości bo to się robi według proporcji.
Potrzebujemy pigwę (z 5 to jest taka ilość z którą warto się kłopotać), cukier, cytrynę i laskę wanili. Pigwę kroimy, uwaga, jest dość twarda, wydłubujemy gniazda nasienne, nie obieramy. Wkładamy do garnka wraz z laską wanili i zalewamy wodą, tak żeby ją przykryć całkowicie. Dusimy około 40 minut, aż będzie całkowicie miękka. Odcedzamy ( z płynu możemy zrobić swietny kompot). Wanilię odkładamy na bok. Miksujemy miękką pigwę na pulpę. Przecieramy przez sitko. Wkładamy do garnka, dodajemy objętościowo tyle cukru ile zajmuję pulpa. Ja dodałam trochę mniej. Dodajemy sok z jednej cytryny. Laskę wanili przekrawamy wzdłuż na pół i wydłubujemy nożem nasionka i dodajemy do garnka. Na najmniejszym ogniu gotujemy, długo, aż kolor zmieni się na ciemnoczerwony i pasta bardzo zgęstnieje. Co jakiś czas mieszamy, żeby się nie przypaliło. Trzeba uważać bo kiedy pasta jest już gęsta, potrafi nieprzyjemnie chlupnąć, a to jest bardzo gorące.
Foremkę – tutaj format zależy od ilości pasty, po wylaniu powinna miec 2-4 cm grubości – smarujemy masłem i wykładamy do niej przestudzoną ciemnoczerwoną gęstą masę. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 100 stopni i przez godzinę podsuszamy. Potem możemy postawić na noc na parapiecie, żeby jeszcze trochę wyschłą, no chyba że mamy kota, to lepiej nie. Ideałem jest dość zwarta konsytencja, tak żeby po schłodzeniu można ją było kroić w plasterki. Moja pasta nie osiągneła kompletnie stałego stanu, ale wcale nie uważam tego za jej wadę. Trzymamy w lodówce w prostokątnym pojemniczku, przykryte plastikową folią. Kroimy na cienkie plasterki i nakładamy na owczy ser na krakersie. Pijemy wino. Chyba Chardonnay będzie pasowało.

Słowa–klucze:
, , , ,

Komentarze

  • maugwes napisał(a) 07. 11. 2011 o 21:12:

    daj no na te pure z marchwi tez. z pigwy mi matka przyslala wytworny przetwor. oczywiscie kupny bo ona sie nie tyka. moze zjem z serem jarlsberg bo tu sie notorczynie je dzem z zoltym serem. co jest jakies oblesne

    a postanowilam powrocic do marchwi, bo to moje korzenie

  • Ania napisał(a) 07. 11. 2011 o 22:28:

    pierogi z kapustą + szampan brzmi jak coś dokładnie w moim stylu. a poniekąd co do komentarza powyżej, ja namiętnie jem żółty ser z miodem. ponoć to dziwne, sama nie wiem.

  • Magdalena napisał(a) 07. 11. 2011 o 22:45:

    Wiedza którą sommelier tak usilnie tłoczył nam do głów podczas warsztatu już całkiem mi wyparowała … Tymczasem wznoszę toast (Jacobs Creekiem shiraz reservą) za membrillo, bo to naprawdę świetny wynalazek.

  • Paulina napisał(a) 07. 11. 2011 o 23:52:

    Ja mam takie mgliste przeczucie ze szampan jest dobry do wszystkiego. Tymczasem Emilka przywiozła mi pigwowca od swojego taty, wiec zabiorę się za nalewkę cobyśmy mieli co popijać na biegóweczkach. A puree z marchwi postaram się odtworzyć. W końcu to też moje korzenie

  • Marcin napisał(a) 20. 11. 2011 o 22:00:

    Dostałem niedawno ten produkt od koleżki, który pracuje z Hiszpanami przy budowie dróg. W obłędnym blaszanym pudełku z Matką Boską. Ser manchego był niedostępny, ale polski ser biały idealnie się sprawdził. Rewelacja.

Twój komentarz

Praktyczna piękna unikalna torba nie tylko na zakupy

Książka „Klapsa czy konferencja?”

Klapsa czy konferencja?

Nasza książka jest zupełnie inna niż wszystkie. Oprócz wielu wypróbowanych przepisów i wyjątkowego designu, dwóch kolorów okładki, ma ciekawą formę pamiętnika.

Każdy rozdział zaczyna sie od zabawnej historyjki z życia głownej bohaterki, która to urządza parapetówkę, leczy kaca, zaprasza rodziców na obiad i tak dalej. Opowieści te łączą sie z różnymi daniami, które to serwuje sobie i swoim najbliższym ta urocza osoba.

Co my tu z zresztą będziemy o tym opowiadać, to trzeba przeczytać!

Na zachęte obejrzyjcie sobie z bliska kilka stron.

Pokaż fragment książki

Kontakt