Blog kulinarny „Klapsa czy konferencja?”: dzikie lato

Wpis

27. 07. 2012, Asia J.

dzikie lato

Od zawsze fascynował mnie świat roślin na łące, mama uczyła mnie je rozpoznawać, podawała nazwy, a czasem pozwoliła coś spróbować jako jadalną, ale zapomnianą ciekawostkę. Moja mama należy do gatunku zbieraczy od jagódek po torebki. Ja bardzo długo się przed tym broniłam, szczególnie w dzieciństwie mnie to męczyło, ponieważ zwyczajnie musiałam przesiadywać w lesie, w kucki lub na kolanach i zbierać jagody, poziomki, żurawiny i inne dary lasu, zanim mogłam się oddać typowym dla mojego ówczesnego wieku zabawom. Jedyne zbieractwo, które zawsze wydawalo mi się bliskie to zbieranie grzybów, zawsze to uwielbiałam. Okres buntu minął, od dawna nie mieszkam z moją matką-zbieraczką w związku z tym wolny czas spędzam tak jak chcę, ale okazuję się, że od korzeni nie mogę się całkowicie uwolnić i obserwuję jak pociąg do zbierania się pomału rozwija i dojrzewa. Tak, przyznaję też mam naturę zbieracza – zbieram talerze z wizerunkiem par królewskich, książki kucharskie, zbieram grzyby, a ostatnio powróciła moja fascynacja łąką i zbieram różne jadalne listki i kwiatki, które dodaję do sałatek. Szukam innych też sposobów wykorzystania zbiorów. Kupiłam sobie w tym celu książkę Łukasza Łuczaja o dzikich, jadalnych roślinach Polski, nie ma ona zbyt wielu zdjęć i pod względem odnajdywania i rozpoznawania roślin nie jest najlepiej przygotowana, ma za to ciekawą zawartość merytoryczna, opisy zastosowania, przepisy. Robię więc zdjęcia, zrywam, przynoszę do domu, próbuję, czytam – świetne zajęcie wakacyjne. Zainspirowała mnie do tego sałatka z mniszka lekarskiego, którą jadłam na wiosnę, postanowiłam znależć więcej równie popularnych roślin, które można na nowo wciągnąć do naszego menu. Jest jednak ważna sprawa o której trzeba pamiętać, nasze przewody pokarmowe odzwyczaiły się od trawienia „dzikości” i przystosowały się do bardziej oswojonych, ogrodowych składników, trzeba ostrożnie i powoli dawkować sobie odkryte na nowo rośliny. Nie zatrujemy się oczywiście, ale skutek może być bardzo oczyszczający. Proponuję zacząć łagodnie – szczawiowa z jajkiem. Zupa, którą każdy zna, ale spróbujmy pójść na łąkę lub do lasu i sami nazbierać szczaw. cdn

 

Zupa szczawiowa dla 4 osób

  • 1-2 średnie marchewki
  • 1/2 selera
  • 1 średnia petruszka
  • 1 średni por
  • 1 średnia cebula
  • 4-5 garści świeżego szczawiu (ok. 30 dag)
  • 4 ziemniaki
  • 3 jajka z wolnego wybiegu
  • olej rzepakowy
  • 1 łyżka masła
  • sól

Marchewki, pietruszkę, seler i por obierz i umyj, pokrój na 4-5 cm kawałki. Warzywa gotuj o osolonej wodzie (1,5 l), aż będą miękkie. Ziemniaki obierz, umyj i pokrój w grubą kostkę – ok 2 cm. Dodaj do gotującego się warzyw po ok. 15 minutach. Ziemniaki trzeba ugotować zanim doda się szczaw, w przeciwnym razie nigdy nie stanął się miękkie. W międzyczasie obierz cebulę, umyj i pokrój w drobną kstkę. Na patelni rozgrzej 2-3 łyżki oleju i duś na niej cebulę, na małym ogniu. Liście szczawiu dokładnie wypłucz z piasku i innych zanieczyszczeń, oberwij ogonki, porozrywaj liście na połówki i dodaj do duszącej się cebuli. Wymieszaj i duś razem pod przykryciem ok 5- minut, aż szczaw zmięknie i ściemnieje. Z wywary wyjmij ugotowane marchewki, pietruszkę, seler i por, gdy trochę ostygną zetrzyj korzenie na tarce i dodaj z powrotem do wywaru. Dodaj podduszony szczaw, dobrze razem wymieszaj, spróbuj czy zupa jest wystarczająco słona i kwaśna jeśli nie dopraw ją solą lub sokiem z cytryny. Dodaj łyżkę masła (dowolnie). Ugotuj jajka na twardo, obierz i pokrój w ulubiony sposób – w kostkę , połówki , ósemki. Dodaj do zupy już na talerzu. Zupę można podawać także ze śmietaną.

Słowa–klucze:
, , , ,

Komentarze

Twój komentarz

Praktyczna piękna unikalna torba nie tylko na zakupy

Książka „Klapsa czy konferencja?”

Klapsa czy konferencja?

Nasza książka jest zupełnie inna niż wszystkie. Oprócz wielu wypróbowanych przepisów i wyjątkowego designu, dwóch kolorów okładki, ma ciekawą formę pamiętnika.

Każdy rozdział zaczyna sie od zabawnej historyjki z życia głownej bohaterki, która to urządza parapetówkę, leczy kaca, zaprasza rodziców na obiad i tak dalej. Opowieści te łączą sie z różnymi daniami, które to serwuje sobie i swoim najbliższym ta urocza osoba.

Co my tu z zresztą będziemy o tym opowiadać, to trzeba przeczytać!

Na zachęte obejrzyjcie sobie z bliska kilka stron.

Pokaż fragment książki

Kontakt