Blog kulinarny „Klapsa czy konferencja?”: Papaya salad

Wpis

25. 02. 2013, Asia J.

Papaya salad

Udało mi się ostatnio wyjechać w daleką, wymarzoną podróż do krainy najpyszniejszego (moim zdaniem) jedzenia na świecie czyli do Tajlandii. Myślałam o tej podróży od lat, rozwarzając różne za i przeciw, czekając na odpowiedni, ten jedyny, właściwy moment… Pewnego dnia, jednak całkowicie poza moją kontrolą ;) moje własne życie, które rządzi się własnymi prawami wzięło mnie z zaskoczenia. Poprostu przyszla Marta i najzwyczajniej na świecie, tak jakby chodziło o wyjazd do Józefowa zaproponowała wyjazd do Bangkoku! Halo, jak to, a co z tym całym planowaniem i czajeniem się?! Sprawa była prosta jadę albo nie jadę, wszystkie okoliczności były bardzo sprzyjające kwestią była jedynie decyzja. Nie uważam się za podróżnika, ani nikogo kto chciałby nim być, ale w tej sytuacji nie mogłam się już dłużej bronić…Po dwóch dniach napisałam do Marty smsa „jadę” i ku mojemu własnemu zaskoczeniu poczułam wielką radość i wielką ulgę, zupełnie jakbym zniosła przenoszone jajo! Decyzja została podjęta, nasza 3 osobowa ekipa rozpoczęła przygotowania. Po kilku tygodniach poszukiwania dobrego biletu, spakowałyśmy nasze plecaki i ruszyłyśmy na wschód;)  Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, nie miałam specjalnych oczekiwań, starałam się być otwarta na to co się pojawia, a tego było naprawdę mnóstwo. Już pierwszego dnia wpadłam w panikę, że nie zdążę wszystkiego spróbować, zwłaszcza, że okazało się że przy 35 stopniowym upale dwa posiłki to maximum. Szybko się wyjaśniło jednak, że mój atak paniki był bez sensu, bo niektóre rodzaje potraw np te mięsne wogóle mnie nie interesują. Podstawę mojego codziennego wyżywienia stanowiły różne rodzaje mojego ukochanego dania – pad thai – tu odnalazlam wspólną pasję z Pusią, która tak jak ja kocha te ryżowe kluski. A więc pad thai, owoce morza i sałatka z papaji, która na zawsze podbila moje serce. Codziennie gdzie indziej, codziennie w innej odsłonie, a do tego mały Chang, stolik z widokiem na morze, chłodna bryza i cudowne uczucie lekkiego zmęczenia po całym dniu morskich kąpieli, leżenia na plaży i oglądania rafy koralowej ;) To było to, prawdziwe wakacje!

A oto moja wersja sałatki z papaji dostosowana bardziej do tego co można kupić w naszych sklepach. Oryginalnie robi się ją z dużej, zielonej papaji, której póki co w naszych sklepach nie spotkałam.

Sałatka z papaji

1 papaja (im twardsza i mniej dojrzała tym lepsza, oryginalnie używa się zielonej papaji, której jednak nie udało mi się znależć)
1 zielony ogórek
1 marchewka
6 pomidorków koktajlowych
4 łyżki prażonych, mielonych niesolonych orzeszków ziemnych (mogą być w całości, ważne żeby były niesolone)
3 łyżki sosu rybnego
2 ząbki czosnku
2 małe papryczki chili
sok z 1 limonki
1 łyżeczka palmowego lub brązowego cukru
świeża kolendra do posypania

Do przygotowania tej sałatki idealnie jest mieć narzędzie do robienia cienkich paseczków czyli skrobaczkę z ostrymi rowkami, albo specjalną tarkę, można też oczywiście paseczki zrobić nożem. Papaję i ogórka obierz ze skórki i przerób miąższ na cienkie paski (pestki wyrzuć), marchewkę też pokrój w cienkie paseczki, pomidorki koktajlowe przekrój na pół i wszystko razem wymieszaj, najlepiej rękami w dużej misce. Przygotuj sos: połącz sos rybny, cukier, rozgnieciny czosnek, sok z limonki oraz posiekaną drobno, wypestkowaną papryczkę chili. Gdy składniki się wymieszają spróbuj. Ogórek, papaja i marchewka są delikatne w smaku, więc sos powinien być wyrazisty. Wymieszaj warzywa i owoce z sosem, posyp posiekaną kolendrą i prażonymi orzeszkami. Ta salatka doskonale komponuje się z grilowanymi rybami, ale też np z warzywami duszonymi w sosie orzechowym. Nadaje lekkości serwowanym z nią daniom i przywodzi na myśl odległe zakątki. eby jeszcze bardziej podkreślić jej tajski charakter zamiast ogorka, albo oprócz możemy dodać do niej jeszcze mango.

Słowa–klucze:
, , ,

Twój komentarz

Praktyczna piękna unikalna torba nie tylko na zakupy

Książka „Klapsa czy konferencja?”

Klapsa czy konferencja?

Nasza książka jest zupełnie inna niż wszystkie. Oprócz wielu wypróbowanych przepisów i wyjątkowego designu, dwóch kolorów okładki, ma ciekawą formę pamiętnika.

Każdy rozdział zaczyna sie od zabawnej historyjki z życia głownej bohaterki, która to urządza parapetówkę, leczy kaca, zaprasza rodziców na obiad i tak dalej. Opowieści te łączą sie z różnymi daniami, które to serwuje sobie i swoim najbliższym ta urocza osoba.

Co my tu z zresztą będziemy o tym opowiadać, to trzeba przeczytać!

Na zachęte obejrzyjcie sobie z bliska kilka stron.

Pokaż fragment książki

Kontakt